#metoo #meneither

Po ujawnieniu tajemnicy poliszynela, jaką była kwestia molestowania przez Harveya W., jak się okazuje, większości kobiet w Hollywood, wysypał się worek historii o tym podłożu. Nagle każda była na tyle naiwna, że spotykała się z producentem w jego hotelowym pokoju, a przecież ona tylko chciała być aktorką! Pić najlepsze szampany na śniadanie i zarabiać miliony za marne role, czy to wiele?

Nie mówię, że „sama jesteś sobie winna”, ale może należy zastanowić się, ile kobiet próbowało sobie po prostu załatwić rolę przez łóżko Harveya, przecież za parę lat, jak będzie odbierała Oscara, nikt nie będzie pamiętał, z kim spała. 30 lat kariery i nikt się nie wysypał, że facet molestuje początkujące aktorki? „Przypomniały sobie” o tym znane już aktorki, których stan konta nie zmusza do milczenia, dlaczego jednak stało się inaczej? Może należy się przyjrzeć bardziej zmowie milczenia niż molestowaniu samemu w sobie? Bo czym jest dzisiaj molestowanie? Czy żart z seksistowską podszewką opowiedziany przez brzuchatego chama jest już molestowaniem czy może średniej jakości śrutem, który po prostu powinien się odbić, a nawet nie trafić w cel?

Przykro mi, ale nie wierzę we wszystkie historie „ja też”. Jako kobieta, nie wierzę innym kobietom, które mówią, że były molestowane, ale nie powiedzą, w jakiej sytuacji. Ja, będąc w liceum, w drugiej klasie, chodziłam na korepetycje z fizyki, które miały mnie przygotować do rozszerzonej matury. Korepetytorem był nauczyciel akademicki ze świetną renomą. Miałam 16 lat, kiedy rozwiązując u niego zadania powiedział mi, żebym nie wylała herbaty, bo musiałabym zdjąć spódnicę i siedzieć w samych majtkach. Czy ruszyło mnie to? Nie bardzo, bardziej w danym momencie zdenerwowałam się na to, że po raz kolejny zrobiłam błąd obliczając bilans cieplny. Wiele kobiet, dziewcząt, uznałoby to za niekwestionowane molestowanie seksualne. A mnie po prostu zrobiło się żal faceta, że ma tak nieudane życie, że musi rzucać tego typu tekstami w nieletnie dziewczyny.

Moim zdaniem, należałoby zweryfikować, co to znaczy „molestowanie werbalne” – czy „ale bym cię wyruchał” (chociaż u mnie to wzbudza śmiech, nie zażenowanie), a może „jakie masz majtki”? Bo to kobieta musi być silna, żeby byle gówno, byle żart, nie wyprowadził jej z równowagi. I nie ma co się rzucać, że nie powinnyśmy w ogóle takich rzeczy słuchać. Nie powinnyśmy również wielu innych rzeczy, jednak jedyny wpływ, jaki mamy, to na siebie, nie na innych. Molestowanie to nie to, co słyszysz w swoim kierunku, a ma podtekst seksualny. To to, czym Ty się przejmiesz i co naprawdę do Ciebie trafi.

Więc nie, #meneither

Reklamy
Opublikowano Felieto | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Nawet nie mam na GPS

Kiedy jest ten moment, kiedy należy odpuścić sobie pogoń za sukcesem? Kiedy następuje ten czas, kiedy uświadamiasz sobie, że czas rozejrzeć się za nowym celem? Wszyscy mówią tylko o tym, że trzeba gonić, a skąd wiedzieć, gdzie jest koniec trasy?

Kiedy zorientować się, że minęliśmy już drogowskaz na popularność? Tak łatwo mówić tym, którzy osiągnęli sukces. Tak łatwo powiedzieć „po prostu twórz i uwierz w siebie”. Ale ile to trwa? Konkretnie? Lata, miesiące, dni? Wiele razy usłyszałam „masz lekkie pióro!”, „masz talent”, „piękne te obrazki” – ale co konkretnie z tego wynika? Bo nie umiem dotrzeć do jakiejkolwiek, nawet chujowej publiczności? Nie odpisują mi na mejle kolejne gazety, kolejni dziennikarze. Mój krzyk tylko odbija się od ścian. Możesz zwijać się z bólu na ulicy i nikogo to nie obchodzi. Możesz myśleć sobie, że masz jakikolwiek artystyczny talent. Ale to myśl, która nie wyjdzie na zewnątrz, w końcu zabraknie jej powietrza, zgnije i zacznie śmierdzieć. Śmierdzieć i przeszkadzać, aż w końcu jej się pozbędę.

 

Opublikowano Felieto | 2 Komentarze

Trochę jeszcze tu posiedzę

83 wpisy

6240 odwiedzin

5 lat

Kłaniam się

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , | Dodaj komentarz

Wpadł inteligent i was omamił. Mnie też

Rzadko odnoszę się do jakichś typowo hermetycznych, internetowych wydarzeń, bo za lekko żenujące uważam dyskusje o czymś, co tak naprawdę nie istnieje i nie chodzi po ulicy. Bo chyba nikt nie ma wątpliwości, że to, co podają nam internetowi twórcy to nie oni sami, tylko ich kreacja, dość mocno filtrowany hologram. Ale tym razem frustracja spowodowana kolejną, nieudaną próbą wydarcia nawet wyróżnienia na konkursach literackich sięgnęła najwyższych form.

Rzadko również oglądam typowych egoistów nagrywających swoje lica jednocześnie będąc butnie przekonanym, że to, co mówią, jest na tyle dobre, żeby zajęło kawałek mojego życia. Ale oglądam Gargamela. Egzotyczny kwiat na bagnie, jak to mówi moja szanowna Babcia. Fakt, jest kolesiem inteligentnym, o czymś ma pojęcie – sama ta pierwsza cecha wystarczyłaby, żeby się wyróżnić w polskim internecie. ALE. Czy facet, który kopiuje stylówę Kanye Westa, zna się troszeczkę na sztuce i mówi z sensem zasługuje na taki pogłos? W zasadzie nie bardzo ma sens mówić o tym, czy zasłużył, bo to już dostał. Czy ludzie mają jakiś przycisk, jakieś tajne metody, czy są jakieś kursy zyskiwania publiczności, do której by się mówiło? Gargamel sądzę, że celowo wytykał oczywiste błędy myślowe ludziom, którym ewidentnie brakuje piątej klepki, żeby zebrać publiczność. Ma niemal półmilionowe grono fanów, które leci kupować czarne bluzy z napisem, żeby pokazać, że patrz, jestem alternatywny i oglądam coś innego niż wszyscy. Za chwilę wyda jakąś płytę, którą też ludzie się będą zachwycać, żeby nie zrobić z siebie idioty, że nie słyszą, czym była inspirowana. Ale będą słuchali, bo tym samym wyjdą na inteligentów. Czy możemy przestać rozmawiać o oczywistościach, a zacząć poważne dyskusje?

Śledzą mojego bloga jakieś spamerskie strony o wizach na Sri Lankę (tru story), przez 5 lat zebrałam czternastu odbiorców. Z czego czyta to faktycznie może 3-5 osób.

Nie mówię, że nie lubię oglądać tych filmików o głupich ludziach (ostatecznie promocja oczywistości to zawsze jakaś mądrzejsza treść), ale lekko opadają mi ręce, bo wynika z tego, że brakuje mi jakiegoś pierwiastka, który pozwoliłby mi trafiać do ludzi. Do liczby ludzi większej niż 10. Chociaż tyle, nie wymagam wiele.

Z drugiej jednak strony, chyba potrzeba tworzenia tekstu sama z siebie jest tak silna, że tego typu frustracje łyka na śniadanie jak młody pelikan.

Opublikowano Felieto | Otagowano , , , , , | 1 komentarz

Zło, jakie niosą blogerki

Na youtube ochoczo korzystam z możliwości subskrypcji – z lubością oczekuję kolejnej porcji filmów podróżniczych, odcinków o historii świata czy instruktaży kolesia od akwareli. Korzystam również z tego, że mogę sobie zapisywać muzykę, w szczególności odkryty niedawno polski jazz. Takie winyle teraz w dobrym stanie kosztują majątek, pod warunkiem, że ktoś w ogóle chce się takiego białego kruka pozbyć.

Przeglądałam sobie zatem, czy nie wpadło coś nowego do obejrzenia i przyszedł mi do głowy pomysł, szukałam czegoś typowo babskiego, o jakichś włosach, makijażach, coś takiego. Natknęłam się na kanał pani, o której słyszałam wcześniej, wydała nawet jakąś książkę ostatnio, bo zapamiętałam z okładki. Ciężko później coś takiego wymazać z pamięci. Może stwierdzenie, że mam traumę byłoby srogim nadużyciem, ale powiedzmy, że mną lekko wstrząsnęło. Patrzę jednak, że o, może przyda mi się, dowiem się jak się umalować inaczej! No to się dowiedziałam. Że nie mam pędzli do makijażu tyle, ile trzeba, że nie mam palety z piętnastoma cieniami, że nie mam czegoś jeszcze, a ona szukała czegośtam i kupiła aż trzy różne produkty, bo czemu nie. Gdyby sytuacja wydarzyła się kilka lat temu, może nabrałabym jakichś wątpliwości, że za mało o siebie dbam, ale teraz? Westchnęłam głęboko, wyłączyłam filmik zastanawiając się – kto poświęca tyle czasu na makijaż? Piętnaście kolorów, których nawet z daleka nie widać, kreski, kreseczki, piórka, sznurki, dzikie węże. Gdzie są te kobiety, które z tego korzystają po to, żeby tego użyć? Bo szczerze mówiąc, nie widuję kobiet starannie umalowanych, dopinających każdy szczegół – a nawet jeśli się na taką natknę, żal mi jej – bo zmarnowała mnóstwo czasu na coś, co kompletnie nie dodaje jej urody.

Przyszło mi do głowy, że tego typu „blogerki” są szkodliwe w podobnym stopniu co rzekomo magazyny o modzie – dają nierealistyczny obraz i promują złe wzorce. Domyślam się, że odbiorcami takich „twórczyń” nie są dorosłe kobiety, a małe dziewczynki, które szukają wzorca kobiety koniecznie poza domem (bo matka to 9 na 10 kocmołuch, który urabia się po pachy i robi z siebie zapracowaną cierpiętnicę). Kiedyś małe dziewczynki ukradkiem obserwowały starsze koleżanki podczas robienia makijażu stwierdzając „ja też kiedyś będę tak malowała oczy!” Jednak zanim człowiek zaczął cokolwiek na twarzy malować, dostawał krem witaminowy do ręki i instrukcję, jak używać rano i wieczorem.

Dzisiaj? Dzisiaj dzieci mają internet i stają się zakładnikami makijażu, tapetowania się zamiast zdrowego wyglądu. Z tego miejsca również wyjaśniam – nie wtóruję feministkom, które wychodzą z domu saute, jednak należy złapać za ogon jakiś złoty środek.

Drogie koleżanki, psujecie młodość, psujecie świeżość i czystość. Psujecie młode kobiety, które sądzą, że muszą skrzętnie zakrywać śliczną, gładką buzię, bo jest nieciekawa. Później dziwne, że dziewuchy mają kompleksy, interesuje je mazanie po gębie, a nie rozwój intelektualny. Dojdzie do tego, że trzynastolatka prędzej wymieni marki pudrów niż poetów romantyzmu…

Opublikowano Felieto, Uncategorized | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Ludzie są do kosza

Czym można chwalić się pośród rówieśników, będąc młodym człowiekiem na dorobku? Samochodem, mieszkaniem, nową pracą, wakacjami. Pod warunkiem, że ani jedno z wymienionych nie zostało podarowane przez rodziców.

Może nie jest to powód szykanowań, ale na pewno człowiek nie spotyka się z przyjaznym spojrzeniem. Nie można przyznać się, że dostało się samochód od rodziców, że dorobili się czegoś w swoim życiu do tego stopnia, aby mogli własnemu dziecku kupić nowe mieszkanie. Trzeba kłamać ludziom, że zbierało się truskawki w Holandii albo składało kartony na trzy zmiany. Dotykam tu kolejnej kwestii pracy przez wakacje, która to była popularna w czasach mojego liceum. Modne było zmywanie garów na czarno, w lipcu, tylko dlatego, żeby mieć kilka złotych więcej na wódkę w weekend. Nie zrozumcie mnie źle! Pracujcie sobie. Tylko zjawisko nie kończy się w trybie oznajmującym „ja pracuję” – zazwyczaj jest ciąg dalszy „…a ty bierzesz od rodziców”. Dlaczego nie można innych zostawić w spokoju? Dlaczego trzeba wytykać?

Dlaczego w końcu wstydem jest mieć więcej niż 18 lat i korzystać z finansowej pomocy rodziców? Przecież to ludzie na świecie mi najbliżsi, jeśli ich na to stać i wykazują dobrą wolę, to dlaczego nie mogę przyjąć ich pomocy? Powinnam się ująć honorem, że słuchajcie, nie wezmę nic od was, bo to śmierdzi, będę tyrać w nocnych barach, jak moi znajomi? Serio? Zawsze, niemal od pierwszej klasy podstawówki, byłam obiektem drwin ze strony rówieśników, że oo, to ta, co jej starzy napychają materac dolarami. Nie rozumiałam tylko, dlaczego – bo ani nie chwaliłam się tym, a i moi rodzice zawsze pracowali ciężko i uczciwie. Może problem społeczny wynika z zazdrości? Że komuś rodzice dali co najwyżej kopa w tyłek, a komuś innemu poszczęściło się na tyle, żeby dostać trochę więcej czułości…

Opublikowano Felieto | Otagowano , , , , | 2 Komentarze

Pokolenie Napoleon

Mówiło się niegdyś, że Napoleon słynął z bycia zdolnym do robienia z powodzeniem kilku rzeczy na raz. Czy to fakt, czy ciekawostka, prawdę mówiąc, nie wiem. Ale dzięki temu przyszła mi do głowy pewna refleksja – czy przypadkiem nie jest to teraz czynność podstawowa każdego mieszczucha?

Za wzór kobiety (nawet na reklamach) stawia się kobietę, która trzyma dziecko na rękach, jednocześnie rozmawia przez telefon i gotuje ciężko pracującemu mężowi obiad. Ludzie zmuszeni, w jakiejkolwiek sytuacji, poczekać kilka minut, pierwsze co robią, wyciągają telefon, bo już coś w tym czasie zrobi. Pójdziesz na siłownię i gwarantuję Ci, że jedna z motywacji, jaką usłyszysz, będzie mówiła o tym, że inni ćwiczą, a Ty leżysz na kanapie, nic nie robiąc. Że ktoś pracuje na siebie, a Ty bezczelnie żresz kanapki na kolację. Pomijając warstwę feministyczną mojej opinii – czy przypadkiem kultura obrazkowa nie zrobiła z nas takich Napoleonów, którzy muszą wykorzystać do cna każdą minutę? Od lat krzyczy się, że pisma dla kobiet kreują nierzeczywisty obraz kobiety – że za chude, że tak się nie da żyć, ani wyglądać. A czy przypadkiem, w tak zwanym „międzyczasie” nie pozwoliliśmy pismom i internetowi wejść sobie na głowę? Daliśmy sobie wmówić, że niezbędne jest, aby ciągle rozwijać swoje umiejętności, pracując, załatwiać kilka rzeczy na raz, aby nie marnować ani chwili. Bezpośrednią konsekwencją takiego stanu rzeczy jest to, że nawet nie potrafimy odpoczywać bez różnej rangi elektronicznych gadżetów, bo mam jeszcze siedem minut to tramwaju, sprawdzę mejle, odpiszę, ogarnę kursy giełdowe i włączę piekarnik.

Gdyby to było takie łatwe – powiedzieć „zwolnij”. Ale to jest łatwe, przynajmniej w czasie wolnym. Możemy bez wyrzutów sumienia zmarnować trochę czasu, nie musimy być nakręconymi robotami, którym wiecznie się spieszy do nie wiadomo czego. Żyjesz tu i teraz, niezależnie od tego, ile masz fakultetów, zer na koncie i inwestycji za granicą. Żyj tak, abyś czekał na pory roku, a nie tylko je zauważał.

Opublikowano Felieto | Otagowano , , | Dodaj komentarz